Oto początek mej historii
środa, Sierpień 11th, 2010Jak właściwie to się zaczęło?
Od mojego przybycia do Szeged nie minął nawet tydzień, gdybym nie był nieco wstrzemięźliwy, rzekłbym że wpadłem wprost do studni wydarzeń. Ale jak to się zaczęło? Właściwie banalnie – trwał festyn, tłumy przejezdnych, jesień, chłodne noce, gorące przyjazne serca…
Kareta mknąca rozjaśnioną lampionami ulicą, obok niej zbrojny, potężnie zbudowany wojownik na niemal piekielnej maści rumaku. Nie miałem cienia wątpliwości – to była moja przepustka do tego świata. Pasażerowie równie niezwykli co i okoliczności mego przybycia – rycerz w zbroi – Sir Kamul, w powozie Ojciec Olibrio i tajemnicza nieznajoma, Imre.
Poszedłem ich śladem, właściwie zależało mi tylko na nim – kulawy braciszek z nieco rozbieganym spojrzeniem, obserwowałem go dłuższą chwilę, po czym wszedłem za nim do katedry. Nie zwykłem czekać na nikogo ale ta persona była tego warta, pachnący krochmalem mężczyzna poprowadził mnie ciemnymi korytarzami na spotkanie z mym przyszłym mecenasem.
Tak to właśnie się rozpoczęło – epicka znajomość oraz nasza historia, wyjęta z kart historii, niczym pourywane sceny greckiego dramatu.